Spędzałem wtedy godziny na jednym i tym samym poziomie, potem przechodziłem dalej i dalej, za każdym razem słysząc, że księżniczka znajduje się w innym zamku. I Wiecie co? Nie irytowałem się, ani na chwilę, zachowywałem stoicki spokój grając w kółko w to samo. Potem dostałem komputer, a przede mną otworzyły się bramy do niezliczonych gier, tych wybitnych i tych nieco gorszych. Pierwszą zainstalowaną grą był Rayman 3.
Nie wiedząc o cudzie (lub i przekleństwie) zapisywania gier, do pewnego czasu przechodziłem grę od nowa i odnowa, kiedy tylko ginąłem. Jednak kiedy tylko nauczyłem się używać "sejwa", moje dotychczasowe doświadczenie legło w gruzach. Po co mam się starać nie zginąć, kiedy wczytam grę i stracę co najwyżej parę minut? Myślę, że moment wydania pierwszej gry z systemem zapisu był pierwszym krokiem do ułatwienia i "casualizacji" gier. Nie był to oczywiście Rayman, było to wiele lat wcześniej, nie mam pojęcia w jakiej grze.
Następnym etapem było pierwsze zagranie w grę typu mmo. Nie zdziwię nikogo mówiąc, iż była to Tibia. Gra o obrzydliwej grafice, znikomej fabule, oraz tępym lvl`owaniem. Na całe szczęście nie zatrzymała mnie ona na dłużej. Grałem parę chwil więcej w ots`y, czyli klony Tibii, nieraz bardziej interesujące. Jednak nadal grałem w zwykłe gry, w single player, nie zapomnę nigdy o "Kangurku Kao", wg. mnie, nie zaprzeczalnie najlepszej grze wydanej kiedykolwiek na PC. Trzecia część owego dwu nożnego przyjaciela, była moją pierwszą grą zakupioną za "gruby hajs" (60 zł!!!!!!!!!).
Lecz kończąc powoli mą wypowiedź, wrócę do zdania z tematu tego posta "Quo Vadis"? Więc "Vadam Illuc" Casualu. Gry są coraz łatwiejsze i łatwiejsze, mamy coraz mniej czasu by w nie grać, więc jest to uzasadnione. Lecz czy dobre? Tak i nie. Tak, bo więcej ludzi może sobie pozwolić na tą godzinkę, czy dwie i pograć. Nie, ponieważ jakiekolwiek wyzwanie w przejściu danej gry po prostu... zniknęło. Moje szczęście nie ma granic gdy widzę takie gry jak Dark Souls, lecz to jedynie marna część dzisiejszego rynku gier. Tym, którym brakuje poziomu "HARDCORE" w dzisiejszych grach, pozostały gry online, stricte turniejowe, takie jak Dota 2, czy LoL.
Lecz kończąc powoli mą wypowiedź, wrócę do zdania z tematu tego posta "Quo Vadis"? Więc "Vadam Illuc" Casualu. Gry są coraz łatwiejsze i łatwiejsze, mamy coraz mniej czasu by w nie grać, więc jest to uzasadnione. Lecz czy dobre? Tak i nie. Tak, bo więcej ludzi może sobie pozwolić na tą godzinkę, czy dwie i pograć. Nie, ponieważ jakiekolwiek wyzwanie w przejściu danej gry po prostu... zniknęło. Moje szczęście nie ma granic gdy widzę takie gry jak Dark Souls, lecz to jedynie marna część dzisiejszego rynku gier. Tym, którym brakuje poziomu "HARDCORE" w dzisiejszych grach, pozostały gry online, stricte turniejowe, takie jak Dota 2, czy LoL.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz